Wieczorne marudzenie: Dlaczego nie lubię zimy?
Cóż, powodów można by wymienić wiele, ale postaram się nie rozdrabniać.
1) Temperatura. Jeeeeeny, jestem stworzeniem wyjątkowo ciepłolubnym i
już przy 5 stopniach telepię się z zimna. W związku z tym, ubieranie się
do wyjścia zajmuje mi około 10 minut, a ubrana na cebulkę poruszam się z
wdziękiem małego bałwanka.
2) Śnieg. Pośrednio wiąże się to z
punktem pierwszym. Co prawda nie napadało go (jak na razie) dużo, ale
już musiałam latać z łopatą i odśnieżać. Pomysł ten okazał się wyjątkowo
idiotyczny, bo pod warstwą śniegu był zamarznięty deszcz. Najwyżej
listonosz, przechodnie, albo ja obijemy sobie tyłek. No sorry, taki mamy
klimat, najpierw pada deszcz, który zamarza, a później, żeby było
zabawniej, przykrywa to śnieg.
3) Tańce-połamańce. W związku z
tym, że samochód odmówił współpracy, poruszałam się po mieście o
własnych siłach. I o ile ubiór na cebulkę pozwolił mi nie zamarznąć, to
nie specjalnie przyczyniał się do utrzymywania równowagi (zarówno
fizycznej, jak i emocjonalnej). W efekcie udało mi się nadwyrężyć coś w
kolanie, kiedy ratowałam się przed zakończeniem efektownych piruetów
gustownym padnięciem na twarz.
4) Wirusy, zarazki i inne
przyjemności. Hura, hura, jakże się cieszę, złapałam jedno z nich.
Nagrodą są nieprzespane noce, uroczy zasmarkany look, kompletny brak
węchu i wycieczka do przychodni, jutro z samego rana.
5)
Zwierzaki. Cóż pies też nie lubi zimna i od grudnia wprowadziła się do
domu. W związku z tym, mam gwarantowane codzienne odkurzanie (kłaki,
wszędzie kłaki, na kanapie, na podłodze, w oku, w ustach i w jedzeniu!),
mycie podłogi (chyba, że zostawię sobie wzór z odcisków psich łap na
podłodze i zacznę mówić, że tak ma być) i zazdrosne zagrania ("Jak to
kot może leżeć na twoich kolanach, a ja nie?!" i vice versa- "Jak to
pies może się z tobą bawić, a moje zabawy- gryzienie i drapanie- są dla
ciebie głupie?!")
Tak, to by w skrócie pokazywało dlaczego nie lubię tej pory roku.
Byle do wiosny!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz