Cóż, tak jak podejrzewałam, porzuciłam pisanie bloga zanim zdążyłam porządnie zacząć.
Ale, ale! Ostatnio postawiłam sobie cele "przed-noworoczne", których zamiarem jest postawienie mnie do pionu. Puknęło mi ćwierćwiecze, kryzys końca studiów i wejścia w życie dorosłe został nierozwiązany (to znaczy: jest w zawieszeniu, bo mobilizuję się do skończenia pracy magisterskiej- trącam laptopa kijem i mam nadzieję, że sama się napisze...).
Bilans podsumowujący moje dotychczasowe życiowe osiągnięcia sprawił, że miałam ochotę wczołgać się za kotem pod łóżkiem i nie wychodzić stamtąd aż do emerytury (albo do pory obiadowej, jak kto woli). Jednak, nie dało się tak zrobić: Małżon domagał się obiadu, kot chciał odzyskać swoją przestrzeń osobistą ("podłóżkową"), a ja chyba mam uczulenie na nadmiar kurzu, który się mieści w trudno dostępnych kątach w sypialni.
W związku z powyższym, staram się być regularna. Brzmi enigmatycznie? I po części tak jest :) Próbuję regularnie chodzić na siłownie, sprzątać, czytać książki do magisterki i przygotowywać się do zajęć w pracy. Najłatwiej wychodzi mi regularne przeglądanie Facebooka. Ugh. I jeszcze jedną rzecz robię regularnie- kolekcjonuję sowy! Absolutnie oszalałam na punkcie sów. Mój najnowszy nabytek prezentuje się tak:
Jeszcze nie do końca sprecyzowałam, w czym mam być regularna, ale myślę, że niedługo dojdę do jakiegoś konsensusu z samą sobą. Póki co- bywajcie! Mam cichą nadzieję, że wrócę niedługo.
niedziela, 22 grudnia 2013
poniedziałek, 23 września 2013
Dzień dobry wieczór :)
Po tym jakże treściwym powitaniu, skończyła mi się wena...
Serio, zawsze nie lubiłam wstępów, początków i tym podobnych. To chyba kwestia braku cierpliwości, słomianego zapału, albo problemów z przelaniem wizji z głowy, na przedmioty materialne. Kilka razy zabierałam się za pisanie książki, albo chociaż jakichś opowiadań (za każdym razem koncepcja wyczerpywała się po kilku zdaniach), próbowałam malować akwarelami, pastelami olejnymi, ołówkiem (Zdecydowanie nie odziedziczyłam talentu do rysowania. Zdecydowanie nie), uczyłam się języków obcych, pozbywałam się nadmiaru rzeczy (ech, nieszczęsne chomikowanie), albo dbałam o ogród.
Zwykle z miernym rezultatem. Ale jest małe światełko w tunelu- są rzeczy, których się trzymam i rozwijam w tych dziedzinach swoje umiejętności. Co prawda, po raz kolejny robię to po swojemu (Zamiast słuchać się mądrzejszych, kombinuję sama. Dużo czasu zabiera taka nauka, ale jaka satysfakcja kiedy się samemu dojdzie do pozytywnych rezultatów!). Jednak żeby nie przedłużać- chwalenie się, będzie w następnym odcinku :)
A jak u was z zapałem do nowych wyzwań?
PS. Z racji tego, że późna to już pora, razem z Panem Kotem mówimy: "Dobranoc"
Serio, zawsze nie lubiłam wstępów, początków i tym podobnych. To chyba kwestia braku cierpliwości, słomianego zapału, albo problemów z przelaniem wizji z głowy, na przedmioty materialne. Kilka razy zabierałam się za pisanie książki, albo chociaż jakichś opowiadań (za każdym razem koncepcja wyczerpywała się po kilku zdaniach), próbowałam malować akwarelami, pastelami olejnymi, ołówkiem (Zdecydowanie nie odziedziczyłam talentu do rysowania. Zdecydowanie nie), uczyłam się języków obcych, pozbywałam się nadmiaru rzeczy (ech, nieszczęsne chomikowanie), albo dbałam o ogród.
Zwykle z miernym rezultatem. Ale jest małe światełko w tunelu- są rzeczy, których się trzymam i rozwijam w tych dziedzinach swoje umiejętności. Co prawda, po raz kolejny robię to po swojemu (Zamiast słuchać się mądrzejszych, kombinuję sama. Dużo czasu zabiera taka nauka, ale jaka satysfakcja kiedy się samemu dojdzie do pozytywnych rezultatów!). Jednak żeby nie przedłużać- chwalenie się, będzie w następnym odcinku :)
A jak u was z zapałem do nowych wyzwań?
PS. Z racji tego, że późna to już pora, razem z Panem Kotem mówimy: "Dobranoc"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
