niedziela, 22 grudnia 2013

Powrót córy marnotrawnej

Cóż, tak jak podejrzewałam, porzuciłam pisanie bloga zanim zdążyłam porządnie zacząć. 
Ale, ale! Ostatnio postawiłam sobie cele "przed-noworoczne", których zamiarem jest postawienie mnie do pionu. Puknęło mi ćwierćwiecze, kryzys końca studiów i wejścia w życie dorosłe został nierozwiązany (to znaczy: jest w zawieszeniu, bo mobilizuję się do skończenia pracy magisterskiej- trącam laptopa kijem i mam nadzieję, że sama się napisze...).
Bilans podsumowujący moje dotychczasowe życiowe osiągnięcia sprawił, że miałam ochotę wczołgać się za kotem pod łóżkiem i nie wychodzić stamtąd aż do emerytury (albo do pory obiadowej, jak kto woli). Jednak, nie dało się tak zrobić: Małżon domagał się obiadu, kot chciał odzyskać swoją przestrzeń osobistą ("podłóżkową"), a ja chyba mam uczulenie na nadmiar kurzu, który się mieści w trudno dostępnych kątach w sypialni. 

W związku z powyższym, staram się być regularna. Brzmi enigmatycznie? I po części tak jest :) Próbuję regularnie chodzić na siłownie, sprzątać, czytać książki do magisterki i przygotowywać się do zajęć w pracy. Najłatwiej wychodzi mi regularne przeglądanie Facebooka. Ugh. I jeszcze jedną rzecz robię regularnie- kolekcjonuję sowy! Absolutnie oszalałam na punkcie sów. Mój najnowszy nabytek prezentuje się tak:

 
Jeszcze nie do końca sprecyzowałam, w czym mam być regularna, ale myślę, że niedługo dojdę do jakiegoś konsensusu z samą sobą. Póki co- bywajcie! Mam cichą nadzieję, że wrócę niedługo.